DON’T TRY THIS AT HOME!

Dzisiaj z innej beczki. Nasi podopieczni lepiej niech nie czytają, a wy nie róbcie tego w domu. „Cheat meal” to chyba coś, co kocha każdy sportowiec trzymający na co dzień czystą miskę. My, tak jak każdy zresztą uwielbiamy słodycze i fast foody, jednak wiadomo, że zdrowe, pełnowartościowe posiłki biją je na głowę, przynajmniej w naszym wypadku. Uwielbiamy gotować i kombinować w kuchni, a nasze dania są zawsze przepyszne! Często sami robimy sobie zdrowe zamienniki pizzy, spaghetti, tortilli, ciast i ciasteczek i również wychodzą za każdym razem mega smaczne. Przychodzą jednak dni, że nawet i my mamy ochotę na coś zakazanego, gdyż mamy swoich niezdrowych faworytów, których ciężko odtworzyć w kuchni.

Nasze oszukane posiłki zawsze są na prawdę spore. Jak już się dorwiemy, to nie ma zmiłuj 😀 W dziwny sposób motywuje nas to do powrotów do zdrowego żarcia następnego dnia. Żadnych wyrzutów sumienia, każdych dodatkowych godzinnych sesji kardio. Zwyczajnie wracamy na swoje tory i lecimy dalej, a cheat meal odchodzi w zapomnienie nie zostawiając po sobie żadnych, najmniejszych skutków ubocznych. Wszystko dzięki temu, że prowadzimy zdrowy styl życia, ciężko trenujemy na co dzień, a nasze metabolizmy napędza chyba turbo szybki chomik.

Agata

Na przykład ja  mam dwa żołądki. Jeden na lody, drugi na wszystko inne. Poważnie, 1,5 litra lodów do dla mnie drobnostka. Żeby poczuć się najedzona muszę dojadać do nich ciasteczka. Moje ulubione lody jak na ten moment to ciasteczkowe i nugatowe z Algidy, jednak nic nie dorówna kokosowym i o smaku masła orzechowego, które jadłam na Rodos. Na cheata zawsze wybieram lody, gdyż to moja największa słabość. Od czasu do czasu wybieram jakąś czekoladkę, a schogetten trilogia to jakaś magia! 😀 Może to dziwne, ale nie nie przepadam za oreo ani żadnymi wymyślnymi ciastkami, za to wielbię herbatniki. Serio, żadne ciastka mi tak nie smakują, jak te słodkie suchary 😀 A jedzenie lodów herbatnikami to jest to! Jak widać do szczęścia wiele mi nie trzeba.

Patryk

W moim przypadku lista będzie znacznie większa. Obowiązkowo musi zaczynać się od słodkiego, a kończyć na słonym. Po pierwsze żelki!! Nie wiem kto je wymyślił, ale chwała mu za to.  Moimi faworytami są arbuzowe, chociaż arbuza to one w smaku nie przypominają. Tak więc zawsze, ale to zawsze na pierwszy rzut wpadają te gumowe łakocie. Oczywiście nigdy nie obejdzie się bez podjadania lodów od Agaty, chociaż nie jest łatwo. Ta kochana bestia zamienia się w małego Golluma, a lody to jej największy skarb.  Po walce z Agatą, naładowany cukrem zazwyczaj uderzam do kuchni i tu już tworzy się magia, a mianowicie wchodzę do kuchni i pierwsze co robię to dzwonie po pizze. Właśnie tak 🙂 To jest właśnie jedna z moich ulubionych przyjemności kiedy cheatuje. Wykonujesz szybki telefon, a  po 30 min masz już wszystko podane na talerzu. Zero krojenia, zero brudzenia no i nie trzeba sprzątać. Poezja! Uwielbiam włoskie pizze na cienkim cieście podane z pomidorkami koktajlowymi, rukolą i szynką parmeńską. Kolejną słoną przekąską, która również króluje w moim oszukanym jadłospisie są nachosy w tej samej postaci odkąd pamiętam, czyli wsypane do miski, wymieszane z serem żółtym i wrzucone do mikrofalówki.  Tu niestety muszę się troszkę narobić bo ser sam się nie zetrze, a gotowego guacamole nie ruszę. Ale co tam, aż takim leniem nie jestem.  Najlepiej smakują z sosem salsa i z guacamole. Sam fakt, że o tym piszę spowodował, że pociekła mi ślinka. Jeśli nie jedliście nigdy nachosów z roztopionym serem musicie to zrobić. Mówię wam nie ma nic lepszego jak moment, w którym owijasz roztopiony ser wokół chrupiącego trójkącika, zanurzasz w dipie i całość ładujesz sobie do buzi. Niebo w gębie!